„Bo fakt, że nie sztuka mieć dzieci, ale trzeba jeszcze mieć czas, żeby mądrze je wychować.”
Eric-Emmanuel Schmitt


Kilka słów o mądrej miłości i wychowaniu...

Współczesny świat- mogło by sie wydawać, że wszyscy i wszystko wokół wychowuje dzieci, media społecznościowe, wychowawcy w przedszkolu czy w  szkole, komórka, tablet, programy telewizyjne, „challenge” czy „youtuberzy” zastęują rodziców. Czasem nieświadomie zrzucamy z siebie ciężar wychowania na innych, tłumacząc swój brak reakcji na nieporządane zachowania jako bezstresowe wychowanie, czy współczesny świat,” bo te dzieci już nie takie same jak kiedyś.”

  • Od czego więc zacząć, żeby przejąć kontrolę nad wychowaniem dziecka?
    Zacznijmy od zastanowienia się...Jakie ma być nasze dziecko w dorosłym życiu (nie kim ma być) tylko jakim ma być człowiekiem, jakie wartości chcemy mu wpoić, jakie cechy w tej małej istocie ukształtować.
    Warto zastanowić się nad tym z pozostłymi członkami rodziny, gdyż może się okazać, że nasze oczekiwania mogą się bardzo różnić. Może się okazać, że jeden z rodziców chciałby żeby dziecko było  konsekwentne i dążące do celu za wszelką cenę  a drugi w tym czasie chciałby, żeby wiedziało kiedy odpuścić , chcemy aby dziecko jednocześnie było zaradne finansowo, miało w przyszłości dobrą pracę ale nie chcemy, żeby było materialistą i brało udział w „wyścigu szczurów”.
    Przykłady można mnożyć. Warto zastanowić się współnie jakim dorosłym człowiekiem ma stać się nasza pociecha. Określić priorytety w wychowaniu i trzymać się tego całą rodziną, wspierając sie nawzajem w dążeniu do osiągnięcia nadrzędnego celu jakim jest wychowanie.
  • Czas...jego brak?
    W zabieganym świecie, nie mamy czasu...
    Chcemy dziecko jak najlepiej wykształcić, fundujemy mu wszytskie zajęcia dodatkowe, spędzamy mnóstwo czasu na dowożeniu, odwożeniu, przywożeniu, odbieraniu z basenu, angielskiego, matematyki, baletu, karate, lekcji programowania, kodowania itp.
    Chcemy również zadbać o siebie... o nasza karierę zawodową, wygląd, jedziemy na szkolenie, w pośpiechu pijemy kawę z koleżanką...
    Do tego obowiązki domowe...coś trzeba przecież ugotować, wyprać, uprasować, zakupy...
    Nie zapominamy o rozrywce  dla dziecka...figloraj, kino, narty...

    To wszytsko jest potrzebne ale jak w takim zabieganiu znajść czas na wychowanie?
    Tak naprawdę nie liczy się ilość ale jakość czasu jaki spędzamy z dzieckiem.
    Możemy nie pracować zawodowo, być mamą na pełny etat domowy i spędzać mniej czasu z dzieckiem  niż mama pracująca zawodowo (nie w każdym przypadku oczywiście).
    Jak to możliwe?
    Im mniej czasu mamy tym bardziej starannie go planujmy!
    Pomaga w tym wprowadzanie rodzinnych rytuałów takich jak codzienny wspólny posiłek. Jeśli pracujemy na zmiany to spróbujmy wprowadzić weekendowe wspólne posiłki.
    Zadbajmy o pozytywną atmosferę przy posiłku (bez telewizora, laptopa, komórki- tak da się to zrobić!), zaskoczeniem może być to, jak wiele można sie dowiedzieć z rozmów przy jednym stole- zbudowanie takiej realacji, choć wymaga wysiłku, jest bezcenną rodzinną wartością, budującą wspoólne więzi.
  • Dobrym pomysłem może okazać się wspólne podsumowanie dnia, jednym zdaniem: danie się dzieciom wygadać jak im minął dzień, co udało się im osiągnąć a czego nie, co ich zasmuciło w ciągu dnia a co sprawiło radość. Dajmy możliwość wypowiedzenia się dzieciom, słuchajmy przy tym nie oceniając, nie dając rad, poprostu wystłuchajmy, pochwalmy za osiągnięcia i pokrzepmy jeśli coś poszło nie tak, uśmiechnijmy się, przytulmy, pocałujmy. Tymi prostymi gestami szybciej zbudujemy relację niż mądrymi wskazówkami życiowymi. „Uprzejme spojrzenie i uśmiech znaczą często więcej niż udana rozmowa” Stefan Wyszyński.
  • Bliskość...
    Dzieci potrzebują bliskości,  czasem przytulenie w trudnej sytuacji dla dziecka, jaką może być na przykład trudność w opanowaniu i zrozumieniu emocji czy wybuch histerii, więcej zdziała niż prawienie morałów odwoływanie sie do kar i gróźb „bo jak sie nie uspokoisz w tej chwili to...”.
  • Warto pamiętać o codziennej uprzejmości. Witając swoją pociechę po  powrocie  do domu ze szkoły lub przedszkola, zastąp serię pytań: „Co robiłeś? Co jadłeś? Byłeś grzeczny? Co się nauczyłeś? ( przecież i tak uzyskamy odpwiedzi: „nic”, „coś”, „tak”, „nic”) na przywitanie:„cieszę się, że cię widzę!”, „dobrze, że już jesteś!”
    Paradoksalnie jeśli nie zbombardujemy dziecka pytaniami od samego progu domu i damy mu odetchnąć kilka minut dowiemy się więcej niż po serii pytań zamniętych. Nasz przedszkolak czy uczeń będzie chciał się podzielić z nami przeżyciami z całego dnia a wtedy trzeba wiedzieć jak być dobrym SŁUCHACZEM.

    O tym jak słuchać dziecka i jak mówić, żeby nas słuchało ...wkrótce.
    Elżbieta Banaś-Pasławska